Dalej nie mam pracy. Nerwówa w domu coraz większa, odpowiedzi na cefałki wciąż brak. Kasy jeszcze coś po skarpetach ukitrane mam, więc na razie tragedii nie ma. Moja Jedyna pracuje, więc póki co obejdzie się bez mirabelek i szczawiu z nasypu kolejowego. Inna sprawa - jest październik, więc o ile z mirabelkami by jeszcze uszło, bo pewno w słoikach by się gdzieś znalazły, ale szczaw? O tej porze roku chyba nierealne.
Chodzi mi po głowie pomysł na własny biznes. Nic związanego z budowlanką. Coś, o czym myślałem kilka lat temu, ale była dobra praca w Plastik-Fantastik i jakoś się rozeszło po kościach. Ale teraz... Starszy o kilka kilo, bogatszy o trochę siwych włosów, myślę że mogę spróbować. Konkurencja w okolicy w tej branży jest, działa od kilku jeśli nie kilkunastu lat, ale świeża krew i pomysł na inne prowadzenie biznesu może dać ciekawe połączenie. Nie muszę robić milionowych obrotów. Będę zadowolony jak w pierwszych miesiącach nie będę do tej zabawy dokładał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz