poniedziałek, 6 października 2014

Byłem w PUPie...

Nie, ta notka nie ma nic wspólnego z erotyką. Chociaż... w PUPie całkiem fajne pupy pracują... Wróć. Byłem w Powiatowym Urzędzie Pracy, gdzie pracują miłe i uczynne panie, które (o dziwo - to przecież urząd) potrafią odpowiedzieć na zadane pytanie - to raz. Po drugie, odpowiadają całkiem logicznie. Po trzecie - nie potraktowały mnie jak wroga, ale jak człowieka który ma poważny problem i przyszedł po pomoc. Tak. Chciałem się dowiedzieć czegoś na temat dotacji dla bezrobotnych na rozpoczęcie działalności. No i dowiedziałem się o A do Z. Taki miałem wykład, że chyba sam zacznę doradzać w tych kwestiach. 
Jedna z pań chciała ze mnie zrobić prawdziwego bezrobotnego, czyli zarejestrować mnie: bo pan, proszę pana, to teraz jest szara strefa. Z tego co się orientuję, to kolory dziś miałem w normie, nie jakieś szare. Na razie się nie rejestruję, bo trochę choruję. A na co? Teraz to na ZUS. Tam też pójdę. I do skarbówki. 

niedziela, 5 października 2014

A gdyby tak...

Dalej nie mam pracy. Nerwówa w domu coraz większa, odpowiedzi na cefałki wciąż brak. Kasy jeszcze coś po skarpetach ukitrane mam, więc na razie tragedii nie ma. Moja Jedyna pracuje, więc póki co obejdzie się bez mirabelek i szczawiu z nasypu kolejowego. Inna sprawa - jest październik, więc o ile z mirabelkami by jeszcze uszło, bo pewno w słoikach by się gdzieś znalazły, ale szczaw? O tej porze roku chyba nierealne.
Chodzi mi po głowie pomysł na własny biznes. Nic związanego z budowlanką. Coś, o czym myślałem kilka lat temu, ale była dobra praca w Plastik-Fantastik i jakoś się rozeszło po kościach. Ale teraz... Starszy o kilka kilo, bogatszy o trochę siwych włosów, myślę że mogę spróbować. Konkurencja w okolicy w tej branży jest, działa od kilku jeśli nie kilkunastu lat, ale świeża krew i pomysł na inne prowadzenie biznesu może dać ciekawe połączenie. Nie muszę robić milionowych obrotów. Będę zadowolony jak w pierwszych miesiącach nie będę do tej zabawy dokładał.

piątek, 3 października 2014

Kokosy na zielonej wyspie, czyli praca w Polsce.

Chyba robię coś nie tak. Mam na myśli szukanie pracy. Bo to, że nie szukam jej w lesie, nad rzeką, w kontenerze na śmieci czy za nieodsuwanymi od 5 lat szafami to chyba akurat dobrze. Odpuściłem sobie gazety i szukam pracy w internecie na portalach pośrednictwa. 12 dni, wysłane 21 CV z listami motywacyjnymi, zero odpowiedzi. Zastanawiam się, czy te ogłoszenia w necie to tylko dla picu, czy ktoś rzeczywiście szuka ludzi. A może to tylko forma badania rynku? Takie sprawdzenie jaki będzie odzew gdyby faktycznie trzeba było wymienić część załogi. Ewentualnie bacik na już zatrudnionych: zobacz ilu mamy chętnych na twoje miejsce - albo będziesz tyrał za najniższą krajową albo się pożegnamy.
Wszyscy szukają handlowca z minimum 2-letnim doświadczeniem, a jak już odezwie się handlowiec z przeszło 7-letnim stażem to cisza. To nie my, ogłoszenie przecież może napisać każdy.


A tymczasem, rodzi się we mnie bunt...