poniedziałek, 22 września 2014

Trzykrotnie zrobiony w konia, czyli zaczynamy.

22 września 2014 - zostałem bez pracy. Po przeszło 10 latach tyrania by innym (a przy okazji może i mnie) żyło się lepiej, dostatniej i w ogóle. Zostałem, jak to się mówi, z ręką w nocniku. W pewnym sensie na własne życzenie, głównie jednak chyba z przerostu ambicji. Ponad 7 lat pracowałem w dużej firmie produkującej materiały budowlane z tworzyw sztucznych, nazwijmy ją Plastik-Fantastik. Byłem handlowcem, miałem ustawiony rynek, zaprzyjaźnionych i fajnych klientów, robota praktycznie sama się robiła. Ale było nudno... ani możliwości awansu, ani podwyżki, po prostu zastój i brak motywacji.
Na początku dostałem ofertę pracy w innej firmie, też dużej, tylko działającej w branży spożywczej - powiedzmy, że była to Marmoladzianka. Yeah!!! Nowe cele, nowa branża, nowi ludzie, nowi klienci, dogadane warunki całkiem fajne. No i skusiłem się. Na początku było ok, ale im dalej w las, tym więcej nie tyle drzew, co wykrotów, kamieni i korzeni które same pchają się pod nogi. 4 szefów, każdy chce coś innego, każdy ma swoje widzimisię, ale żaden nie ma pojęcia o realnej sytuacji na rynku. Utknęło toto gdzieś w latach '90 i tam mentalnie zostało. Niejeden dobry lub nie aż taki dobry znajomy mnie przed nimi ostrzegał, ale moja chęć zmian wygrała. To był pierwszy raz, kiedy zrobiłem się w wała. Sam. Na własne życzenie. Przestroga: nowe jest wrogiem dobrego.
W czasie pracy w Marmoladziance zostałem zrobiony w konia, ale tym razem nie przez siebie. Po 3 miesiącach okresu próbnego warunki zatrudnienia zostały zmienione, oczywiście na gorsze dla mnie. Inne niż były ustalane zasady naliczania prowizji, przy których nie było szans tej prowizji wypracować. Do tego doszło traktowanie mnie jak debila i udowadnianie, że mimo 7 lat bezpośredniej pracy z klientami nic nie wiem na temat handlu. Wreszcie, szefowa, która dowartościowywała się traktując mnie jak imbecyla. Cóż, może w niektórych sprawach jestem tuman, ale co można powiedzieć o dyrektorze handlowym dużej firmy,  który nie wie co to jest analiza SWOT? Ja się tego uczyłem na przedsiębiorczości w ogólniaku. Nie jestem pierwszym, który się przewiózł na współpracy z tą firmą, nie będę też ostatni. Szkoda tylko, bo robota zapowiadała się fajnie, ludzie (współpracownicy) też ok, firma z niesamowitym potencjałem. Tylko to podejście do ludzi i mentalność z czasów Gierka...
Kolejnym aktem wykołowania mnie była próba podjęcia pracy z firmą z Warszawy - Stolicznaja. Firma znana mi ze słyszenia, wychwalana Ponownie branża budowlana, rejon znany mi z pracy w Plastik-Fantastik - Śląsk i Małopolska. Warunki dobre, przejrzysty system premiowy, wszystko dogadane, miałem czekać na telefon kiedy mam przyjechać podpisać kwity. Złożyłem wypowiedzenie w Marmoladziance i.... Dupa blada. Po 3 tygodniach czekania na telefon zadzwoniłem sam i dowiedziałem się, że jednak mnie nie chcą. No trudno. 2 wyjazdy do stolycy, 1500km na darmo, 6 stówek na palwio wypierdziane do atmosfery.
Tym oto sposobem Piter został bez roboty. I póki co, bez pomysłu co dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz